browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Wszystko się zmienia

Opowiadania

 

Wszystko się zmienia

 

Wszystko się zmienia? A my zmieniamy się wbrew swojej woli… Ale jak niby miałem się zmienić przez zaledwie 110 lat? Ludzie zmieniają się z pokolenia na pokolenie, elfy zmieniają się z tysiąclecia na tysiąclecie, wampiry zmieniają się wraz z innymi rasami, a krasnoludy nie zmieniły się w ogóle. Natura daje ukojenie w nieuniknionej przemijalności? Niestety, nie mam czasu się nią cieszyć.
¦wiat sprawia, że nie mam czasu nawet na wypoczynek. Jako, głównie, elf sierżant, moje dowództwo nad niewielkimi oddziałami najemników na różnych wojnach Kontynentu bywa wysoko cenione. Razem z podległymi mi żołnierzami pomagamy tym, którzy dadzą więcej. W wolnych chwilach, pomiędzy jedną wojną a drugą wojną, zbieram magiczny ekwipunek. I tak żyję z dnia na dzień.
Ale przyświeca mi wyższy cel. Chcę zabić pewnego wampira. Z powodów osobistych chcę go zabić, odciąć mu głowę, porąbać ciało, spalić, zamurować popiół w ścianie, ścianę zrównać z ziemią, a potem wypić zimne piwo.
Przy okazji wojen poszukuję tego krwiożłopa. Byłem już w Skansji, byłem u walecznych krasnoludów ze wschodu, a nawet na obrzeżach Wielkiej Pustyni na zachodzie. W Imperium, największym państwie Kontynentu, wychowałem się, jednak jedynym miejscem jakie znam dość dobrze jest moje „miasto rodzinne”, Perelonis.
Ale pozwólcie, że opowiem historię, która zmieniła tor mojego życia.

***

„Kolejna smocza jaskinia” – myślał Salamander – „Cały czas zmuszam się do plądrowania tych gadzich siedlisk. Ale tu, wyjątkowo, jest dość dużo ekwipunku… ciekawe.”
Wszedł głębiej, rozglądając się uważnie, poszukując kształtów łusek i nasłuchując dźwięków chrapania. Usłyszał syczenie, wyjął miecz, ścisnął głowicę, poprawił czarną kolczugę. Szedł, niemalże nie wydając dźwięku. Rozglądał się za choćby jedną łuską, jedną błoną skrzydła. Był już głęboko, syczenie nasiliło się, ale usłyszał też brzdęk odrzucanego metalu. Spojrzał w tamtym kierunku, adrenalina już pulsowała w skroniach, wypełniała całe ciało. Ale to, co zobaczył nie było warte ani jego adrenaliny, ani jego strachu.
To coś stało do niego tyłem. Miało na sobie dziwną zbroję; dziwną, bo na plecach widniały dwie podłużne szczeliny, nie szersze niż 20 centymetrów i długie na około 50, z których zwisały spokojnie skrzydła. Dziwny stwór miał na głowie dwa, odchylone do tyłu rogi, długości 15 centymetrów.
Nagle to coś odwróciło się w jego stronę i zaczęło mruczeć coś niezrozumiałego. Choć Salamander rozpoznał niektóre zwroty z języka smoczego, nie znał tego dziwnego dialektu… To coś musiało być smokiem, ale chyba niezwykle rzadką rasą, nieznaną żadnemu imperialnemu bestiarologowi. Co więcej, ta jaskinia nie należała do niego. Ten smok przebierał w skarbach jakiegoś innego smoka… Poszukiwacz przygód uważał, że to nieuczciwe. Sam przybył tu po to samo. W gruncie rzeczy mogli się chyba jednak dogadać…
– Ej! Ty… Smoku! – Powiedział – Ja nie wchodzę tobie w drogę, ty nie wchodzisz mnie i wszyscy są szczęśliwi – Odwrócił się w stronę pierwszej góry bogactw koło ściany. Ale nie dłużej niż po sekundzie poczuł za sobą nadciągający podmuch gorącego niebezpieczeństwa. Kierując się instynktem padł na ziemię, wstrzymując oddech. Gdy gotujące się powietrze przeminęło, uniósł głowę zerkając nad siebie. Nie widział już żadnego ognia. Wstał i otrzepał kurz.
– No dobra, koleś, o ci się rozchodzi?! – W jego głosie pobrzmiewała nuta złości.
Stwór mruknął coś w stylu: Mhraaghtmpfffh…
– Że jak? – Salamander wykrzywił twarz i zastygł w dziwnej pozie – Powtórz we wspólnej…
– Ty s tąąt iść – Gad chyba próbował mówić dość wyraźnie – Ja być pierwej.
– Co z tego, że ty pierwej… być tutaj? – Fala ognia już leciała wprost na jego twarz. Padł, wstał, otrzepał kurz – Nie no, koleś! Przestaniesz wreszcie? – Wykrzyczał, tylko częściowo zdradzając swoje zdenerwowanie.
– Ty s tąąt iść… – Smok jakby nie zwrócił uwagi na krzyk.
– Tak, tak… Ty być pierwej. Ale to chyba nie oznaczać, że to być twoje siedlisko?
Smok poskrobał się po łbie.
– Niee… – Stwierdził.
Już Salamander otwierał usta w celu kontynuowania dyskusji… Nagle usłyszał najbardziej przeraźliwy odgłos jaki słyszał w życiu. Dźwięk tak głęboko w nim zakorzeniony, że natychmiast wiedział, co on oznacza. Był to dźwięk skrzydeł uderzających o potężne cielsko, a ten dźwięk oznaczał tylko kłopoty. „No pięknie!” – Myślał, starając się przemówić do siebie samego z nutką ironii. „Gdzie się nie skryję, i tak mnie znajdzie”. Wskoczył za pierwszą kupkę bogactw, przylgnął do ziemi i czekał. Wyjrzał jeszcze tylko, by znaleźć tego mniejszego smoka, lecz jego już nie było.
I wreszcie pojawiło się gigantyczne, gadzie cielsko. „O mamo!” – Pomyślał, choć jego matka była mu nieznana. „To Wielki Pustynniak Czerwony!” Już sama myśl o tych rzadkich smokach pustynnych wprawiała go w drżenie; czuł jakby połknął trzy kilogramy lodu naraz. „Tej odmiany NIE MA w tych szerokościach geograficznych, w dodatku jedynym miejscem gdzie występują jest Wielka Pustynia Zachodnia. Tutaj nie ma nawet piasku!”
Krążą legendy, że Pustynniaki Czerwone są książętami wśród smoków, a Lord Chaosu, który miał na swoich usługach tylko dwa takie smoki, złamał opór stawiany mu przez armię ludzi, elfów i krasnoludów prawie natychmiast, właśnie za ich przyczyną. Szczęśliwie działo się to jeszcze na długo przed Nową Erą.
Czerwony smok mocno pociągnął chrapami. „O wielki Salmosie, nie bierz mnie jeszcze do twego królestwa”. Wielki gad trzymał w pysku chyba z cztery wielkie, wesoło pobrzękujące worki. „Nie myśl o pieniądzach! Życie, otóż to! Życie!” Smok niedbale rzucił worki koło reszty bogactw. „No dobra, jak się wyrwać?” myślenie, mimo wieku, nie było najmocniejszą stroną, przynajmniej w większości, elfa. Kiedy smok odwrócił się plecami do wyjścia, Salamander spróbował przesmyknąć się niezauważenie, tuż przy ścianie. Nie wiedział, że po drugiej stronie jaskini podobnego manewru w tym samym czasie próbował smok w zbroi. Wszystko szło jak z płatka… gdy, naturalnie, Salamander kopnął złotą misę, która uderzyła w stosy świecidełek opodal, robiąc tym samym niesamowity raban. Spojrzał w stronę wielkiego Pustynniaka. Mógł przysiąc, że dojrzał uśmiech na czerwonym pysku. I teraz Salamander już wiedział co robić. Ta myśl tak go olśniła, że dzięki niej pędził na złamanie karku przez wielkie stosy rzeczy o łącznej wartości rocznego dochodu całego Imperium. Jego kruczoczarne włosy straciły swój zwykły ład. Słyszał tylko przerażające dyszenie i bicie własnego serca, ale koło siebie zauważył małego, czarnego, znajomego smoka. Który leciał…
„Leci!?” I nie zwlekając dłużej, ostatkiem sił, skoczył prosto na niewygodną blachę zbroi, wygiętej w dziwny sposób na ciele smoka. Poczuł jak olbrzymia chmura ognia podąża zaraz za nimi. W ciągu sekundy zrobiło się tak gorąco, że Salamandrowi wydawało się, iż jego krew już się gotuje. Ale mały smok na którym leciał przyspieszył jeszcze. Do wylotu jaskini pozostało tylko około stu metrów, wystarczyły dwa uderzenia małych skrzydeł. Poszukiwacz przygód czuł, jak tworzą się bąble na poparzonej skórze. Jeszcze tylko jedno zagarnięcie powietrza skrzydłami i będzie miał co opowiadać dzieciom. Czuł jak topią się jego ciężkie, wojskowe buty, kiedy nagle wzlecieli w niebo. Wielki Pustynniak najwyraźniej stwierdził, że tak mała przekąska nie jest warta wysiłku i zawrócił rozczarowany. A oni już szybowali po przyjemnie zimnym niebie. Salamander przypuszczał, że są czasem takie sytuacje, z których wyjścia nie było. Wiedział także, że ta sytuacja wyjście miała. Zemdlał.

***

Obudził się w jaskini. Niedaleko płonęło ognisko. Odwrócił się w stronę ciepłego i jasnego obiektu. Leżał przez chwilę wpatrując się w żarzące się palenisko. Słuchał spokojnej muzyki trzeszczącego drewna, gdy tę napawającą spokojem chwilę przerwał inny dźwięk. Dźwięk, który poderwał go na równe nogi. To były skórzane skrzydła.
„Czemu ja? O bogowie! Czemu?” Szybko sięgnął po miecz, lecz nie znalazł go przy boku. Rozejrzał się za czymś do obrony i odkrył, że jest tu oręż wystarczający akurat dla niewielkiej armii, lecz cały poza jego zasięgiem. Dźwięk nasilił się tak bardzo, że Salamander wiedział, iż nie zdąży nic zrobić. „Ale skąd ja się tu wziąłem?” i przypomniał sobie jaskinię zamieszkaną przez Pustynniaka Czerwonego. „Czemu mnie się to zdarza dwa razy?” Zrobił jedyną logiczną rzecz, jaka przyszła mu do głowy. Rzucił się na ziemię i udawał, że dalej śpi. Smok w zbroi wylądował lekko na ziemi, niezadowolony i zmęczony tą nocą. Przez tego głupiego ssaka zmarnował mu się łup, więc czemu czuł powinność uratowania go? A ten na koniec mu jeszcze zemdlał! A jak ciężko się niesie takiego kloca… Rzucił pod ścianę upolowane króliki. Podszedł niezdarnym krokiem do głupiego ssaka i dźgnął go podobnym do szpikulca szponem w okolice żeber. Salamander przestał udawać, zwinął się w kłębek i krzyknął:
– Nie zabijaj mnie!
Spojrzał niepewnie na to, co go dźgnęło i widząc, że to nie Pustynniak, dodał szybko:
– Musiałem wskoczyć na twoje plecy… One aż same o to prosiły!
Smok przekręcił łeb zaintrygowany. „O czym ta głupia istota mówi?”. Odwrócił się, podszedł do królików i wziął jednego. Salamander obejrzał się za nim zdziwiony. Smok spojrzał na ssaka i wskazał najpierw królika, potem swój pysk, a następnie odgryzł królikowi głowę.
-Achhh, więc o to chodziło… Ale ja tak nie zjem… muszę przyrządzić i w ogóle…
Smok wzruszył skrzydłami, usiadł przy ognisku i dalej konsumował królika. Elf, głównie, znalazł nóż myśliwski i oporządzał królika po swojemu. Usiadł naprzeciwko smoka, koło ogniska.
– No więc, jak twoje imię… brzmi? – Spytał, by choć trochę poznać nowego towarzysza.
-Mghrrrryyymmh… Vo-o-o-rkan… Voorkaan – „Po co mu to wiedzieć?” głowił się smok.
-Och… Vorkan… Ja Salamander Expugnis. Expugnis wystarczy – Wpatrzył się w płomień, ugryzł królika – Niech mnie Salmos weźmie, jeśli to nie jest początek fascynującej przyjaźni.

Autor: Expugnis

Opowiadania

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *