browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Odcinek siódmy – Zasadzka niziołków

« Poprzedni || Opowiadania || Następny »

 

Odcinek siódmy
Zasadzka niziołków

 

Mimo przerażenia Thomas i Levis postanowili natychmiast działać. Nim którykolwiek z nich zdołał jednak powiedzieć lub zrobić cokolwiek, tajemnicza postać wydała z siebie przeciągły gwizd i nagle, ni stąd ni zowąd na zaskoczoną drużynę spadła siatka, a potem w mgnieniu oka pojawiło się kilkunastu lilipucich wojaków z nożami w dłoniach, osaczających wędrowców. Po chwili niepewności pierwsza karłowata postać zbliżyła się, tak że stała teraz w odległości około dwóch metrów od drużyny. Znalazła się dość blisko, i gdy jej ludzkie rysy rozjaśnił pierwszy promień wschodzącego właśnie słońca przedzierający się przez mroczną leśną gęstwinę, Jasmine i Thomas odetchnęli z ulgą. Zrozumieli, że mają przed sobą jedynie niziołka, o którym wcześniej mówił Levis. Malec nie wyglądał jednak na zbyt przyjacielsko nastawionego. Niziołek spojrzał na nich badawczym wzrokiem, sam nie był pewien z kim ma do czynienia. Wiedział o zbójach którzy mieli kryjówkę w lesie. Przypuszczał, że mogli oni odkryć ich osadę. Patrząc na spanikowane dziecięce twarze mógł przypuszczać, że nie ma właśnie przyjemności z owymi zbójami, życie w tutejszych okolicach nauczyło go jednak, by zawsze zachowywać ostrożność i nie ufać temu co się widzi, często bywa to bowiem zgubne i kończy się tragicznie. Po krótkiej wymianie spojrzeń długowłosy niziołek postanowił wreszcie przemówić. Szybko i zdecydowanie zadał pytanie:

– Kim jesteście i co tu robicie? – Pytanie zostało skierowane do drużyny, jednakże to Levis poczuwał się do odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. Po chwili Gavson usłyszał więc głos wrednego psa w głowie:

– Powiedz mu, że uciekamy przed bandytami, którzy napadli na nas 4 godziny drogi stąd i że ledwo uszliśmy z życiem.

Jednak Gavson, jako jedyny już w tej chwili, trząsł się ze strachu przed obcymi i nie był w stanie wymówić słowa. Levis pochwycił go więc za nogawkę jak miał już w zwyczaju, ale tym razem nawet to nie pomogło. Wtedy nie oglądając się na innych członków drużyny inicjatywę przejął Thomas. On również czuł na sobie winę za zaistniałą sytuację, do tego był najstarszy i dobrze wiedział, że wykazywał duże zdolności dyplomatyczne. Już raz w końcu przemierzał ten szlak i sprawdził się w kilku podobnych sytuacjach.

– jesteśmy uciekinierami z obozu bandytów – Odpowiedział wreszcie, cały czas obserwując napastników – Niespełna 4 godziny drogi stąd znajduje się ich obóz.

Niziołek jeszcze przez chwilę podejrzliwie przyglądał się wędrowcom, ale nagle z oddali usłyszał jakieś obce głosy i tętent końskich kopyt. A że słuch miał bardzo dobry, nawet jak na niziołka, zdołał wyłapać poszczególne zdania: „Dranie nie mogli uciec daleko”, „Niech no tylko dorwę tego młokosa, posiekam go na plasterki!”. Levis również usłyszał owe głosy. Niziołek zrozumiał szybko, że stojące przed nim dzieciaki mówią prawdę i są faktycznie w wielkich tarapatach. Nie tracąc więc dłużej czasu na wyjaśnienia rzekł do nich:

– W porządku wierzę wam, a teraz szybko chodźcie za mną, bowiem wasi prześladowcy znajdują się naprawdę niedaleko.

Niziołek dał gestem do zrozumienia swoim pobratymcom by czym prędzej uwolnili podróżników, po czym wszyscy żwawo ruszyli za długowłosym halflińskim przywódcą między krzakami, niewidzialną na pierwszy rzut oka ścieżką. Nie było czasu do namysłu, jednak podążając za niziołkiem Jasmine, Thomas oraz Gavson zaczęli sobie w myślach zadawać przeróżne pytania, w tym jedno, które nasunęło im się momentalnie po zdjęciu sieci: dlaczego ów niski jegomość tak nagle zmienił zdanie i postanowił ich uwolnić? Lecz nim Levis zdążył cokolwiek przekazać telepatycznie Gavsonowi ich rozważania przerwało rżenie zdyszanego konia, które teraz wszyscy usłyszeli ze ścieżki, nieopodal miejsca, w którym wcześniej znajdowała się zastawiona na nich pułapka. I wtedy wypieki przerażenia wystąpiły na twarze Jasmine i Gavsona, ponieważ pamiętali, że w obozie nie było koni. Najgorsze obawy odegnał jednak natychmiast Thomas, ledwo łapiąc powietrze:

– Nasze konie. Wzięli je kiedy zaatakowali pościg wysłany za tobą, Jasmine.

– Chwała Bogu, myślałam że napadli na Herbertown!

– Nie sądzę by odważyli się tego dokonać. Byłoby ich sześcioro przeciwko całemu miasteczku. A koni nie widzieliście, bo były ukryte głębiej w lesie…

– Zamilczcie, niemądrzy, bo was usłyszą – Rzucił w ich stronę pierwszy niziołek – Będziecie rozmawiać gdy ukryjemy się w wiosce!

 

Autor: Redgar

« Poprzedni || Opowiadania || Następny »

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *