browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Odcinek piąty – Plan Levisa

« Poprzedni || Opowiadania || Następny »

 

Odcinek piąty
Plan Levisa

 

Jasmine stała zapatrzona w klatkę ze swoim bratem jak w obraz. Ale nie był to piękny obraz, raczej obraz przerażający i szokujący. Dwoje półelfów siedziało przy ognisku i rozmawiało. Levis siarczyście ochrzaniał Gavsona za to, co ten zrobił, ale ukryty za krzakami chłopiec wcale nie słuchał głosów odbijających się echem w jego głowie, a próbował je przekrzyczeć własnymi myślami. Myślał o tym, jak uratować Thomasa. Bo z ich trójki jedynie Levis twierdził, że to nie ma sensu i lepiej wybrać się w dalszą drogę.

Gavson złapał Jasmine za rękę i wciągnął ją za krzak. Istniało duże niebezpieczeństwo, że ujrzą ją wrogowie. Zresztą nie byłoby też wskazane, aby została zauważona przez brata, mógł on bowiem wzniecić niepotrzebną wrzawę. Ukryli się więc za krzakami i przerażeni patrzyli na obóz.

– To niemożliwe… – zaczęła Jasmine.

– Co niemożliwe? – Zapytał Gavson.

– No, to wszystko. To, że złapali mojego brata. Że zabiją go mimo zapłacenia okupu. No i jeszcze to, że to wszystko powiedział ci mój pies.

– Ależ oczywiście, że możliwe. A twój pies właśnie teraz wyzywa mnie od najgorszych, bo sprawiłem, że zamiast iść dalej stoisz tu i się zastanawiasz jak uwolnić brata.

Jasmine spojrzała na psa. Ten leżał na ziemi tyłem do obozowiska, przymknął oczy i dyszał. Nagle w dziewczynie wezbrała złość. Pochwyciła kij który leżał obok i przyłożyła nim psu przez plecy. Ten nagle zapisczał i zerwał się na nogi.

– No, tego nie przewidziałem. Powinienem wzmocnić pole mojej telepatii… – rozległo się w głowie Gavsona.

– Powiedział, że nie przewidział tego.

– Ach tak! A powinien. Chyba to zrozumiałe, że mu przyłożę po tym, jak okazało się, że życzy śmierci swojemu panu.

– Ona jest okropna. Powiedz jej, żeby tak nie krzyczała, bo nas wykryją. Myślę jak go uwolnić, zresztą jak widzę bez niego się stąd nie ruszymy.

– Masz tak nie krzyczeć, bo nas wykryją. Poza tym on myśli właśnie jak go uwolnić.

– He, mądry pies! Najpierw życzy śmierci swojemu właścicielowi, a teraz myśli jak go uwolnić!

– Jemu strasznie zależy na tym, aby jak najszybciej wyruszyć. Nie wiem czemu. A wie, że bez uwolnienia Thomasa stąd nie pójdziesz.

– Okej, to niech myśli. Nie odzywam się do niego.

– Powiedz jej, że ja do niej też – psi głos wewnątrz głowy.

– On do ciebie też.

***

Nadeszła noc. Przy ognisku siedział mężczyzna rasy ludzkiej i gnom o zielonej brodzie. Lekko drzemali. Thomas też zresztą usnął w swojej klatce. Jasmine, Gavson i Levis podeszli do obozu. Dzieci schowały się za drzewami, pies przycupnął za krzaczkiem. Gavson mrugnął w stronę Levisa i nagle ten zaczął wyć. Gnom się ocknął.

– Słyszałeś? Ktoś tam jest – do uszu dzieciaków dobiegł jego gruby głos.

– To wilki, śpij – odpowiedział głos silnego mężczyzny. Ocknął się także Thomas.

– Tak blisko obozu?

– No dobra, pójdę sprawdzić.

Mężczyzna wstał i poszedł w stronę, z której dobiegał głos psa. Wkroczył między drzewa. Wtedy Jasmine zamachnęła się grubą gałęzią, godząc przeciwnika w potylicę. Mężczyzna tylko cicho jęknął i upadł na ziemię. Gavson rzucił się na niego i skrępował go pnączami, kneblując usta kawałkiem drewna. Nie minęło pięć minut, gdy siedzący przy ogniu gnom zaczął się niecierpliwić. Mruknął coś do siebie pod nosem i poczłapał w tę samą stronę. I ten sam los go spotkał. Wtedy młodzi postanowili wprowadzić w życie drugi punkt planu. Po cichu weszli do obozu. Jasmine pomachała bratu, który wyraźnie ucieszył się z przybycia wybawicieli. Zresztą, w końcu odnalazł siostrę, której poszukiwał. Na szczęście nie odezwał się słowem, a jedynie uśmiechnął.

Gavson w tym czasie wdrapał się na drzewo, na którym wisiała klatka. Złapał mocno za sznur. Jasmine podeszła do drzewa i rozsupłała sznur przywiązany do jego korzenia. Gavson z trudnością utrzymywał osuwającą się na dół klatkę. Ta zjeżdżała powoli. I nagle chłopiec stracił równowagę. Klatka z hukiem opadła na ziemię, ściągając za sobą także Gavsona. Na taras domku umieszczonego na drzewie wybiegli pozostali zbóje.

– Brać ich! Porywają więźnia!

– W nogi! – Gavson usłyszał wewnątrz głowy głos Levisa, ale to była ostatnia rzecz jaką w tej chwili słyszał, bo upadek na głowę sprawił, że zaraz stracił przytomność.

 

Autor: Artdico Gnorofex

« Poprzedni || Opowiadania || Następny »

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *