browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Odcinek czternasty – Czarodziej

« Poprzedni || Opowiadania || Następny »

 

Odcinek czternasty
Czarodziej

 

Wkrótce po tym, jak Jasmine odłożyła medalion i poszła spać Levis i Stuknięty zakończyli bardzo burzliwą rozmowę i zmęczeni poszli za jej przykładem. Obóz naszych podróżników pogrążył się w całkowitej ciszy, przerywanej czasem brzęczeniem komara lub huczeniem sowy.

***

W tym samym czasie, gdzieś w królestwie potężny czarodziej długo nie mógł zasnąć. Dręczyły go jakieś niepokojące myśli, uczucie, że coś jest nie tak jak powinno. Podświadomie czuł, że ma się wydarzyć coś, co całkowicie zmieni jego los. Coś, co całkiem odmieni losy świata. Beloc postanowił nie czekać dłużej i poznać źródło swojego niepokoju. Wysłał w świat kilka swoich myśli, które miały wrócić do niego, jeśli znajdą swój cel. Nad ranem, czekając aż powróci chociaż jedna z nich, pogrążył się w płytkim śnie.

***

W obozowisku ogień zaczął dogasać. Nadchodził ranek. Pojawiły się pierwsze promienie słońca, a ptaki zaczęły swoje poranne śpiewy. Jako pierwszy zbudził się Stuknięty i po kolei zaczął budzić swoich towarzyszy.

– Wstawaj ziooom! Już ranek! – najpierw podleciał do Levisa, usiadł mu na pysku i zrobił sobie rozgrzewkę krótką seryjką w jego łeb. Ten oczywiście zaraz zerwał się ze swojego legowiska i próbował pochwycić wrednego dzięcieloida w swoje łapy. Niestety bezskutecznie. Udało mu się jedynie wyrwać kilka piór.

– No co jest zioom!? To już nawet porządnej pobudki nie można zrobić? Stary, wyluuuzuuuj. Gdyby nie ja, to cały dzień byście przespali. No. Wstawaj ziom! – tym razem skierował słowa do Gavsona, który smacznie chrapał z kciukiem wsadzonym do ust i jakąś grubą gałęzią służącą za poduszkę – O, Stary! Śpisz jak niemowlę… dosłownie – Stuknięty chichotał coraz głośniej, po czym usiadł chłopcu na tyłku i zaczął uderzać w niego swoim dziobem. Tamten zerwał się jak opętany.

– Ej, no co jest? Przecież nie zmoczyłem dziś łóżka! – Dopiero śmiech przyjaciół uświadomił mu, że nie jest w domu, a matka nie beszta go za mokrą pościel – No co? Śniło mi się coś… – powiedział usprawiedliwiającym tonem.

– Dobra, dobra ziom, powiedzmy, że nic nie słyszeliśmy – odparł rozbawiony Stuknięty, puszczając oczko do Levisa – To gdzie trzeci śpioch? – zaczął się rozglądać za Jasmine – Heeej, skarbie, gdzie jesteś? – Stuknięty zajrzał pod jakiś kamień nigdzie nie widząc dziewczyny – Hmmm… tu jej nie ma… Chłopaki nie widzieliście Jasmine? Gdzieś zniknęła!

***

Równo ze świtem obudził się także Beloc. Powróciła jedna z wysłanych przez niego myśli. Gdy ujrzał pierwsze przyniesione przez nią obrazy, zdziwił się, że coś takiego mogło zakłocić jego spokój. Jednak w miarę jak poznawał ciąg dalszy wiadomości zaczął się niepokoić.

– Więc to już czas. Trzeba się przygotować – pomyślał. W jego głowie zrodził się jednak szatański plan. Jeśli czarodziej źródło swojego niepokoju sprowadzi do zamku to być może uda mu się wykorzystać je do swoich celów. Dlatego też wysłał w przestrzeń jeszcze jedną myśl. Tym razem po to, aby przywołać do siebie istotę, przez którą nie mógł spokojnie myśleć, po czym zapadł w płytki sen.

***

– Jak to zniknęła?! Musi tu gdzieś być! – Krzyczał Levis, zaglądając pod każdy krzak w poszukiwaniu dziewczyny. Przecież nie rozpłynęła się w powietrzu!

Coraz większe przerażenie ogarniało także Gavsona, pomagającego szukać najlepiej jak potrafił, w efekcie niezbyt skutecznie. W pewnym momencie potknął się o wystający korzeń i legł plackiem na ziemi. Na niego wskoczył Levis, unikając nagle zauważonej na drodze przeszkody.

– Stary! Bawisz się w takiej chwili i to beze mnie? – Stuknięty usiadł na szczycie „piramidy”, po czym zaczął uderzać w kark telepaty.

– Echem… wybaczcie, że przeszkadzam, ale czy ja czegoś o was nie wiem chłopaki? – Męska część drużyny zerwała się na równe nogi z wyrazem zmieszania na twarzy – Trzeba było powiedzieć, to bym wam nie przeszkadzała – ciągnęła coraz bardziej rozbawiona Jasmine.

– Zamiast się z nas śmiać powiedz lepiej gdzie byłaś, Gwiazdo Poranka. Martwiliśmy się o Ciebie – rzekł Levis, z niepokojem spoglądając na wisior zawieszony na jej szyi – Jasmine… chyba nie używałaś medalionu… mówiłem żebyś go…

– Tak, wiem, nie nadużywała – przerwała mu zirytowana – Ale śniadanie to chyba chciałbyś zjeść, co? – Dopiero teraz zauważył, że w ręku trzymała koszyk – Po za tym nie przesadzaj. Ten medalion nie może być tak niebezpieczny jak mówisz – usiadła przy prawie wypalonym już ognisku.

– Powtarzam jeszcze raz, że nie znasz wszystkich jego możliwości. Pamiętaj że nie chcę twojej krzywdy, a to co mówię służy jedynie twojemu dobru… – spróbował ponownie Levis.

– Oj, dobrze już. Obiecuję, że będę uważać. A póki co, jedzmy. Nie wiem jak wy, ale ja padam z głodu – rzuciła na odczepnego.

– Jasmine? Skąd wzięłaś te wszystkie rzeczy? – Zapytał Gavson, spoglądając na owoce i zioła wyjęte przez dziewczynę z koszyka.

– Jak już mówiłam ten medalion nie jest taki zły. To dzięki niemu wiedziałam, jakich owoców i ziół mam szukać.

Drużyna zjadła śniadanie w milczeniu. Po posiłku zebrali obozowisko i ruszyli w dalszą drogę, tym razem w górę rzeki Velby. Levis był bardzo niespokojny i postanowił bardziej uważać na Jasmine. Gavson cały czas zachwycał się medalionem i jego możliwościami czując małą zazdrość, że to nie jemu się trafił ten magiczny przedmiot. Podróżowali tak dwa dni, co jakiś czas robiąc przerwy.

Przez cały czas Jasmine „bawiła się” medalionem w tajemnicy przed Levisem, ciągle odkrywając jego moc. Stawała się jednak przez to bardziej zamknięta w sobie, a na zaczepki Gavsona reagowała nerwami. Od pewnego czasu słyszała, a w sumie bardziej czuła w swojej głowie rozkazujący ton, wołający ją. Czuła niepohamowaną pokusę odejścia od drużyny i udania się tam, gdzie podświadomie czuła, że musi iść. W końcu trzeciego dnia przyjaciele obudzili się, a dziewczyny nie było…

 

Autor: Lobi

« Poprzedni || Opowiadania || Następny »

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *